Jezus i bezdomni kontra Zbigniew Herbert

Czy kroiliście kiedyś jesiotra?

Pracownicy smażalni ryb doskonale wiedzą, że jesiotr to stara ewolucyjnie ryba; właśnie dlatego rozkroiwszy ją odnajdziemy w środku tzw. strunę grzbietową. Wykształcenie tejże – bo na kręgosłupy już chyba za późno – zalecałbym również krajowym twórcom i dziennikarzom. 

Symulatorami Polska stoi, choć szydercy twierdzą, że właściwie to leży. W krakowskim Moonlicie powstają symulator poławiacza krabów (Deadliest Catch: The Game) i symulator modelarza (Model Builder), ulokowane po sąsiedzku Drago Entertainment dłubie równocześnie nad symulatorem paparazzi, detektywa, celnika, pracownika stacji benzynowej i właściciela food trucka (odsyłam do newsa). Z kolei toruńskie Baldur Games opracowuje symulator komornika (Repo Man), gliwiczanie z DreamStorm Studios chcą nas skusić proekologicznym symulatorem Natural Instincts, a The Dust niby zapowiedziało na razie jedynie symulator deratyzatora (Exterminator Simulator), ale wrocławianie już się odgrażają, że do 2022 wypuszczą 15 symulatorów, bo właściwie czemu nie.

Jednak najlepiej symuluje stolica. Tomul Games konstruuje symulator mechanika cyborgów (Cyborg Mechanic), Live Motion wypieka symulator piekarza (Bakery Simulator), a Deep Water Studio zgłębiało w swoim czasie symulator łodzi podwodnych (UBOAT). W międzyczasie Varsav Game Studios skacze z kwiatka na kwiatek (Bee Simulator), a Movie Games liczy szyszki (Save the Forest) i przeciera stoły kuchenne (Restaurant Flipper)…  

Słowo daję, Pitagoras na spółkę z Fibonaccim nie byliby w stanie porachować powstających nad Wisłą symulatorów! 

Tym trudniej mnie, maluczkiemu, odnaleźć się w tej plątaninie modeli postaci podebranych z banków assetów, systemach zniszczeń rodem z samouczków Unity oraz kreskówkowych fizykach, na jakie krzywo popatrzyliby nie tylko Archimedes i Newton, ale również Zosia, trójkowa uczennica mat-fizu. Dąsać się na symulatory jednak nie zamierzam, bo w obrębie gatunku można odłowić perły (czy tam, jak wspomniany Moonlit, kraby). Sęk w tym, że żonglując tematykami i profesjami, niektórzy z krajowych twórców nieco się w swoim rzemiośle zagubili. Część ich zapowiedzi powinniśmy, jako media, omijać z przyczyn herbertowskich. To kwestia smaku.

W gąszczu projektów niebudzących odrazy, a w dodatku komercyjnie udanych (Car Mechanic Simulator, Thief Simulator, House Flipper, Cooking Simulator) wcale nietrudno bowiem dostrzec tytuły, które techniczne braki oraz… hmmm… nieprzeestetyzowaną oprawę starają się zamaskować kontrowersją. Przykładowo w zwiastunie Bum Simulator bełkotliwy jegomość wypija żółtawy specyfik, rzuca w innego bełkotliwego jegomościa butelką, następnie zaś: pokazuje środkowy palec, zabija chuchnięciem i okrada lombard. 

W Farmer’s Life niejaki Kazimierz, będący – czytam w opisie – “starym kawalerem, rolnikiem i alkoholikiem” bije się po buziach z Rosjanami, po czym wraca do domu na rowerze, walcząc zarówno z okrutnymi siłami ciążenia, jak i z trzymanym w dłoni bimberkiem. W Plastic Love wcielamy się w – dowiaduję się z karty katalogowej – “rolę właściciela domu uciech. Projektuj, buduj i naprawiaj lalki-roboty, które zaspokoją fantazję Twoich klientów. Stwórz plastikowe imperium rozkoszy”. 

W przypadku tego ostatniego tytułu czuję się mile połechtany zapisem zaimka (wielką literą!), ale w żadnym wypadku nie mogę przejść obojętnie nad sprowadzaniem problematyk bezdomności, alkoholizmu czy prostytucji do wulgarnych stereotypów. Takie pozycje utrwalają znieczulicę, przyzwyczajają odbiorców do bylejakości, a na dokładkę przekonują, że gra wideo – na tle babci książki i dziadka filmu – słusznie bywa sprowadzana do roli dyzia w krótkich spodenkach.

Za ww. tytuły odpowiadają małe zespoły, ale mające potężnych sponsorów

Przykładowo MrCiastku, wirtuoz kodu, którego twórczość usilnie krąży wokół tematyki miłości własnej (dowodem trylogia masturbacyjnych survivali Don’t Get Caught) zyskał mecenat Ultimate Games. Efektem ma być Wanking Simulator, tytuł obiecujący zabrać nas do Gay Bay, gdzie Winston Gay ma za zadanie (między innymi) onanizować się w kościele. I znów: obscena, wulgarny stereotyp (postawienie znaku równości między homoseksualnością a przeseksualizowaniem) oraz wykonanie na poziomie Cecilii Gimanez, która osiem lat temu zasłynęła odnowieniem fresku “Ecce Homo” (załączam poniżej).

Duże wątpliwości budzi zapowiedziany właśnie I Am Jesus Christ, z pozoru: tytuł edukacyjny, w praktyce: PlayWay w ornat się ubrał i ogonem na mszę dzwoni. Zapowiedzi “realistycznej walki z Szatanem”, symboliczne assety oraz sprowadzanie Mesjasza do roli dysponenta “paska cudów” nie pachną “realistycznym symulatorem”, o którym czytam w prasówkach. Unosi się nad nimi zgoła bardziej organiczna woń.

Jako PolskiGamedev.pl odmawiamy publikowania informacji (a więc: pompowania wishlist) Drunk Santa Simulatorowi, Priest Simulatorowi, Prison Simulatorowi oraz Dirty Jobs Simulatorowi, do czego gorąco zachęcamy również inne portale. Ostatnie lata powinny obudzić w nas wszystkich herbertowską “potęgę smaku”… tyle że umiłowanie piękna zasymulować niezwykle trudno (w przeciwieństwie do żywotów Jezusa Chrystusa, onanisty i bezdomnego). 

Autor: Mateusz Witczak