Nie wolno korzystać z materiałów skradzionych CD Projektowi

Czy wykładowca może uczyć studentów na kodzie źródłowym Cyberpunka 2077? Czy mamy prawo ściągnąć Wiedźmina 3 RTX? Czy początkujący programista powinien szkolić się, rozgrzebując Gwinta? Nie. Po prostu nie.

Nie milkną echa wtorkowego ataku na serwery CD Projektu (który obszernie wyjaśnił na naszych łamach Grzegorz Zajączkowski, lider cyfryzacji Komisji Europejskiej). Jak informowaliśmy, kod źródłowy Gwinta hula po sieci, a kradzież wpłynie na tempo prac nad aktualizacjami Cyberpunka 2077. Dosłownie przed chwilą dowiedzieliśmy się również, że przestępcom udało się sprzedać wykradzione materiały.

W rozmowie z PolskiGamedev.pl adwokat dr Marcin Balicki (kancelaria prawna SPCG, UJ) przypomina, że każdy, kto skopiuje kradzione pliki na swój dysk, naraża się na odpowiedzialność prawną.

– Specyfika programów komputerowych polega na tym, że aby z nich korzystać trzeba utworzyć kopię, choćby w pamięci nietrwałej. (Pomijam dyskusyjny temat chmury obliczeniowej). Tymczasem tworzenie kopii mieści się w zakresie autorskich praw majątkowych. W rezultacie na każde korzystanie z programu komputerowego – również gry wideo – potrzebna jest zgoda osoby, która dysponuje majątkowymi prawami autorskimi do niego. Inaczej jest z innymi typami dzieł, na przykład książką, w tym wypadku można korzystać z fizycznego egzemplarza bez tworzenia kopii.

Dr Balicki uwrażliwia, że prawa autorskie do programu komputerowego obejmują m.in. „trwałe lub czasowe zwielokrotnienie programu komputerowego w całości lub w części jakimikolwiek środkami i w jakiejkolwiek formie”.

– Ujmując rzecz ludzkim językiem: skopiowanie z serwera chociażby fragmentu programu komputerowego i chociażby tylko do pamięci nietrwałej już jest korzystaniem z tego programu (pomijam skopiowanie na przykład fragmentu kodu tak krótkiego, że nie byłby chroniony prawem autorskim). Jeżeli wiąże się to z tworzeniem kopii – a praktycznie zawsze się wiąże – potrzebujemy zgody CD Projektu na skopiowanie programu z płyty lub serwera, jego zainstalowanie, uruchomienie, przesyłanie w sieci wewnętrznej i tak dalej. Nie ma znaczenia, czy chciałbyś skorzystać z programu w celu osobistym, edukacyjnym czy przetestować go przed zakupem. Ochronie podlegają także utwory nieukończone, więc kod źródłowy projektów “porzuconych” w toku prac, jest traktowano tak samo jak wydanych gier.

W konflikt z prawem wejdzie więc zarówno programista, który pobierze kod źródłowy Gwinta, by podszkolić się z kodowania, jak również gracz, który będzie chciał sprawdzić, jak Wiedźmin 3 wygląda w wersji z ray-tracingiem oraz wykładowca, który zademonstruje studentom, jak można było wyeliminować bugi w Cyberpunku 2077.

Co więcej, uzupełnia Balicki, takim ograniczeniom podlegają nie tylko Polacy; podobne regulacje funkcjonują w całej Unii Europejskiej, ponieważ ochrona prawnoautorska programów komputerowych jest na terenie UE zharmonizowana.

Adwokat zdaje sobie sprawę, że po internecie zaczną krążyć wkrótce dowcipy z kodu źródłowego Cyberpunka 2077 i Wiedźmina 3, choćby znalezione w nich śmieszne komentarze… ale i tu trzeba uważać.

– Jest ryzyko, że udostępniany fragment sam w sobie będzie chroniony prawem autorskim i wówczas udostępniający narusza prawa CD Projektu poprzez rozpowszechnianie takiego utworu (lub fragmentu utworu). Nawet, jeśli sam komentarz programisty nie jest chroniony, pośrednio komunikujemy, że mamy do niego dostęp, a więc skądś ten kod źródłowy skopiowaliśmy.

A co z innymi wykradzionymi materiałami? Czy możemy z nich korzystać?

– Nie możemy. Siłą rzeczy wszystkie wykradzione pliki mają postać cyfrową, więc korzystanie z nich będzie wiązało się ze stworzeniem kopii cyfrowej a tworzenie kopii (zwielokrotnianie) to czynność wchodząca w zakres autorskich praw majątkowych także do innych utworów niż programy komputerowe.

– twierdzi Balicki.

– Szef konkurencyjnego studia nie mógłby więc ściągnąć pliku tekstowego ze scenariuszem do Wiedźmina 4 i przesłać do swoich scenarzystów (wydrukować i dać im papierowych egzemplarzy też by nie mógł). W świecie analogowym byłoby trochę inaczej – czytanie wykradzionej papierowej dokumentacji nie będzie naruszeniem praw autorskich (spokojnie jednak, jest na to po prostu inny paragraf).

Ze względu nielegalny charakter źródła materiałów w sukurs nie przyjdzie nam nawet tzw. tzw. „dozwolony użytek prywatny”. Początkujący grafik komputerowy raczej nie mógłby ściągnąć artworków z Cyberpunka 2077, żeby uczyć się na ich podstawie sztuki rysowania… Zwłaszcza takich, które nie były wcześniej przez CD Projekt udostępnione publicznie.

– Jeżeli nawet jakieś wykradzione materiały nie byłby chronione prawem autorskim (vide lista płac, faktury, PIT-y, proste umowy), to spora część z nich będzie stanowiła informacje poufne. Ich pozyskanie i wykorzystywanie będzie stanowiło czyn nieuczciwej konkurencji. Taki czyn mógłby popełnić na przykład szef studia indie, który kupiłby materiały od hakerów ciekaw, jak to w takiej korporacji wygląda kwestia umów i rozliczeń z pracownikami albo dostawcami zewnętrznego oprogramowania.

I tu jest jednak pewna furtka – ocenia ekspert. Z dokumentacji w teorii mogłyby skorzystać media, gdyby chciały – na przykład – ujawnić nieprawidłowości w spółce.

– Za ujawnieniem takich materiałów musiałby jednak przemawiać szczególnie ważki interes społeczny a nie sama chęć podbicia liczby wyświetleń. Korzystanie z wykradzionym materiałów – także przez dziennikarzy – będzie bowiem równoznacznie z naruszaniem praw autorskich i prawdopodobnie czynem nieuczciwej konkurencji… ale jest tu pewne pole manewru dla rzetelnego dziennikarstwa. Mam jednak wątpliwości, czy na tyle duże, by usprawiedliwiać upublicznianie takich danych, zwłaszcza szczegółowych. Tym bardziej, że gdy chodzi chociażby o kwestię rzetelności informowania przez CD Projekt o stanie Cyberpunka 2077, to sprawą zajmuje się UOKiK (który bardzo skutecznie zdobywa potrzebne informacje), trwają też postępowania sądowe. Publikując ewentualne “rewelacje” z trzewi machiny korporacyjnej media mogą też narazić się na zarzut naruszenia dobrego imienia CD Projektu.